czwartek, 4 sierpnia 2016

Rozd 1



   - Twoje milczenie ma jakiś cel, czy jesteś po prostu nieśmiała?
   Uniosłam zaskoczona głowę, upewniając się, że nie śnię… Colin siedział naprzeciwko mnie, ze swoimi pięknymi, karmelowymi oczami wpatrzonymi w moje i oczekiwał na odpowiedź. To działo się naprawdę.
   - Lizzy, musimy porozmawiać.
   Głos Laury wyrwał mnie z zamyślenia. Spojrzałam na nią znad swojego truskawkowego jogurtu (wolałam bananowe, ale nie było ich akurat w sklepie) i oblizałam łyżeczkę.
   - Coś się stało? – spytałam.
   Moja ciocia siedziała naprzeciwko mnie, obok wujka, Marka. Spojrzała na niego nerwowo, na co ten odpowiedział jej tym samym. Toczyli niemą walkę o to, kto pierwszy zabierze głos, a ja z każdą sekundą stawałam się coraz bardziej spięta i zażenowana.
   - O co chodzi? – powtórzyłam, tym razem dobitniej. Zmierzyłam ich wzrokiem i stwierdziwszy, iż nie doczekam się odpowiedzi, wpakowałam sobie do buzi kolejną porcję jogurtu.
   Mark po raz ostatni spojrzał na swoją żonę, po czym postanowił zacząć.
   - Rozmawialiśmy z twoimi rodzicami o… - przerwał, aby znaleźć odpowiednie słowa, w jakie mógłby ubrać to, co właśnie miał zamiar powiedzieć. -Twojej sytuacji.
   - Aha – miałam pełne usta, więc odczekałam chwilę, przełknęłam i mówiłam dalej. – A w jakiej jestem sytuacji?
   - Jesteś sama, Lizzy – powiedziała niepewnie Laura.
   - Nie jestem sama. Mam was – wymamrotałam niepewnie. – I książki.
   - Nie chciałabyś mieć przyjaciół, znajomych? Ludzi, z którymi mogłabyś wyjść, bawić się…
   - Palić tanie papierosy, pić alkohol w krzakach (tak, żeby nikt nie zobaczył) i uprawiać seks w szkolnych toaletach? Nie, dzięki. Nie czuję takiej potrzeby.
   - Nie znasz życia, kochanie – stwierdziła. – Być w towarzystwie nie znaczy robić te wszystkie rzeczy które przed chwilą wymieniłaś. To znaczy po prostu… robić to samo co robisz teraz, ale z kimś.
   - Mi tam jest dobrze.
   Byłam zażenowana tą całą sytuacją. Miałam ochotę przerwać ten temat i raz na zawsze o nim zapomnieć. Nienawidziłam o tym rozmawiać.
   - Nie wyglądasz na szczęśliwą – zauważyła Laura.
   Trafiła w mój czuły punkt.
    W mojej głowie, pośród wielu innych myśli kłębiło się jedno pytanie, tak niedorzeczne, że nigdy nie miałam wystarczająco dużo odwagi, aby wyciągnąć je na światło dzienne i spróbować na nie odpowiedzieć : „czy jestem szczęśliwa?”. Gdy tylko próbowało dostać się do mojej świadomości, szybko wciągałam je z  powrotem tak skąd przyszło, całą swoją duszą krzycząc: „TAK. JESTEM SZCZĘŚLIWA. JESTEM NAJSZCZĘŚLIWYSZYM CZŁOWIEKIEM NA ZIEMI.” Dopiero Laura postawiła je centralnie przede mną, mogłam normalnie, szczerze na nie spojrzeć.  
   Nie byłam najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, to prawda, ale nie byłam też jakoś specjalnie zdołowana. Po prostu moje życie opierało się na jednym, stabilnym gruncie, którego granicy nigdy nie przekraczałam – dzięki temu czułam się bezpiecznie.
   Czy wciąż chciałam tak żyć? Czy wciąż chciałam tkwić w tej szarej rzeczywistości, która mnie otaczała?
   \\

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz