-
Twoje milczenie ma jakiś cel, czy jesteś po prostu nieśmiała?
Uniosłam zaskoczona głowę,
upewniając się, że nie śnię… Colin siedział naprzeciwko mnie, ze swoimi
pięknymi, karmelowymi oczami wpatrzonymi w moje i oczekiwał na odpowiedź. To
działo się naprawdę.
- Lizzy, musimy
porozmawiać.
Głos Laury wyrwał mnie z zamyślenia.
Spojrzałam na nią znad swojego truskawkowego jogurtu (wolałam bananowe, ale nie
było ich akurat w sklepie) i oblizałam łyżeczkę.
- Coś się stało? – spytałam.
Moja ciocia siedziała naprzeciwko mnie, obok
wujka, Marka. Spojrzała na niego nerwowo, na co ten odpowiedział jej tym samym.
Toczyli niemą walkę o to, kto pierwszy zabierze głos, a ja z każdą sekundą
stawałam się coraz bardziej spięta i zażenowana.
- O co chodzi? – powtórzyłam, tym razem
dobitniej. Zmierzyłam ich wzrokiem i stwierdziwszy, iż nie doczekam się
odpowiedzi, wpakowałam sobie do buzi kolejną porcję jogurtu.
Mark po raz ostatni spojrzał na swoją żonę,
po czym postanowił zacząć.
- Rozmawialiśmy z twoimi rodzicami o… -
przerwał, aby znaleźć odpowiednie słowa, w jakie mógłby ubrać to, co właśnie
miał zamiar powiedzieć. -Twojej sytuacji.
- Aha – miałam pełne usta, więc odczekałam
chwilę, przełknęłam i mówiłam dalej. – A w jakiej jestem sytuacji?
- Jesteś sama, Lizzy – powiedziała niepewnie
Laura.
- Nie jestem sama. Mam was – wymamrotałam
niepewnie. – I książki.
- Nie chciałabyś mieć przyjaciół, znajomych?
Ludzi, z którymi mogłabyś wyjść, bawić się…
- Palić tanie papierosy, pić alkohol w
krzakach (tak, żeby nikt nie zobaczył) i uprawiać seks w szkolnych toaletach?
Nie, dzięki. Nie czuję takiej potrzeby.
- Nie znasz życia, kochanie – stwierdziła. –
Być w towarzystwie nie znaczy robić te wszystkie rzeczy które przed chwilą
wymieniłaś. To znaczy po prostu… robić to samo co robisz teraz, ale z kimś.
- Mi tam jest dobrze.
Byłam zażenowana tą całą sytuacją. Miałam
ochotę przerwać ten temat i raz na zawsze o nim zapomnieć. Nienawidziłam o tym
rozmawiać.
- Nie wyglądasz na szczęśliwą – zauważyła
Laura.
Trafiła w mój czuły punkt.
W mojej głowie, pośród wielu innych myśli
kłębiło się jedno pytanie, tak niedorzeczne, że nigdy nie miałam wystarczająco
dużo odwagi, aby wyciągnąć je na światło dzienne i spróbować na nie
odpowiedzieć : „czy jestem szczęśliwa?”. Gdy tylko próbowało dostać się do mojej
świadomości, szybko wciągałam je z
powrotem tak skąd przyszło, całą swoją duszą krzycząc: „TAK. JESTEM
SZCZĘŚLIWA. JESTEM NAJSZCZĘŚLIWYSZYM CZŁOWIEKIEM NA ZIEMI.” Dopiero Laura
postawiła je centralnie przede mną, mogłam normalnie, szczerze na nie spojrzeć.
Nie byłam najszczęśliwszym człowiekiem na
ziemi, to prawda, ale nie byłam też jakoś specjalnie zdołowana. Po prostu moje
życie opierało się na jednym, stabilnym gruncie, którego granicy nigdy nie
przekraczałam – dzięki temu czułam się bezpiecznie.
Czy wciąż chciałam tak żyć? Czy wciąż
chciałam tkwić w tej szarej rzeczywistości, która mnie otaczała?
\\